Archimedes warczy: Rocket Lab przetestowało serce rakiety Neutron

17

Ogień pali się intensywnie.
Rocket Lab właśnie podpaliło swój największy jak dotąd zakład. Ukończyli ważny cykl kwalifikacyjny dla silnika Archimedes. To on stanie się „mięśniami” ich nowej ciężkiej rakiety nośnej Neutron. Podczas gdy firma regularnie wystrzeliwuje swoje małe rakiety Electron, ta nowa bestia rozwija się w cieniu. Premiera mogłaby nastąpić już w tym roku. A może nie.

Ale najpierw silnik.
Pełny czas trwania testu. Prawie pięć i pół minuty. Miało to miejsce w kompleksie testowym Archimedesa w stanie Mississippi, w bazie NASA w Stennis. Inżynierowie chcieli odtworzyć rzeczywiste warunki lotu. Rzeczywiste parametry lotu.

Co za piękność

Tak wydarzenie opisała sama firma. To krytyczny etap przygotowań do pierwszego startu. Testowano jednostkę drugiego etapu. To zadziałało. Teraz będzie można go wkrótce zainstalować na Neutronie.

W pierwszym etapie znajdzie się osiem silników Archimedesa. Razem wytwarzają w chwili startu prawie 1,5 miliona funtów (około 680 ton) ciągu. Jest to porównywalne z mocą wyjściową pojedynczego silnika SpaceX Merlin 1D. Poziom technologii porównywalny z Falconem 9. I tak, Neutron też gra w grę w zakresie ponownego użycia. Pierwszy etap powraca. Ląduje na platformie startowej lub na statku. Dziś jest to już standardowa praktyka.

A co z drugim etapem?
Kolejna historia.
Większość rakiet umieszcza ładunek wewnątrz owiewki. Następnie owiewkę tę odrzuca się. Znika. Neutron robi to inaczej. Owiewka otwiera się. Jak skorupa. Jak upaść. Rocket Lab nazywa ten projekt Głodnym Hipopotamem. Nawiązując do starej gry planszowej. Dlaczego nie?

Najwyższy stopień pozostaje otwarty. Wysuwa swoją „głowę” z tych „szczęk”, aby przenieść ładunek na orbitę przez ostatnie mile. Wszystkim tutaj steruje jeden zoptymalizowany pod kątem próżni silnik AVac. Jego dysza jest o osiem stóp (około 2,4 metra) dłuższa niż w niższych silnikach. Więcej. Silniejszy w próżni. Rozwija przyczepność 1,2 raza.

Do testów musieliśmy trochę „oszukać system”. Albo chociaż dostosować.
Do dyszy przymocowano krótką spódniczkę. Po co? Ponieważ ciśnienie atmosferyczne na poziomie morza zakłóciłoby przepływ. Dysza pełnowymiarowa stałaby się niestabilna podczas testów naziemnych. Dlatego to zostało zakryte. Aby przetestować, jak działa prawdziwa dysza na wysokości. To tylko matematyka. Analiza. Dowód na to, że duża dysza działa, gdy zanika powietrze.

Terminy?
Dobrze.
Wcześniej mówiono o końcu 2025 roku. Potem świat kręcił się dalej. Teraz mamy początek 2026 roku. W zeszłym roku rakieta nie była gotowa. To proste. Następnie w styczniu zbiornik pękł podczas próby ciśnieniowej na poligonie Wallops. Wysięgnik. Drugie poważne przebicie.

Czy to ważne?
Peter Beck, założyciel firmy, tak nie uważa.
Powtarza ciągle to samo. Wejście na orbitę powinno nastąpić, gdy rakieta będzie gotowa. I nie wtedy, gdy mówi kalendarz. Dowolne daty nie powodują wystrzelenia ładunków w przestrzeń kosmiczną. Inżynieria rozwiązuje ten problem.

Ogień palił się. Test minął. Neutron czeka.
Orbity to rzecz cierpliwa.