Najpierw pojawiło się nowe ciało „gwiezdne”. Wisiał na niebie przez około tydzień – cichy i przerażająco obcy.
Michael Benton i Monica Grady nie pisali o skamieniałościach pokrytych pyłem. Pisali o ogniu. W artykule „The Conversation” naukowcy z Uniwersytetu w Bristolu i Uniwersytetu Otwartego postanowili pozbyć się domysłów. Zamiast tego opisali uczucie wyginięcia.
Gdybyś był blisko uderzenia, wiedziałbyś, że nadchodzi.
Jasna kula ognia. Dźwięk nie jest głuchym uderzeniem, ale trzaskiem, po którym następuje fala uderzeniowa. Nie będziesz miał czasu, aby uświadomić sobie ten hałas – po prostu zostaniesz zniszczony. Spłonie doszczętnie.
Mija pięć minut.
Ocean „podnosi się” nad Zatoką Meksykańską. Tsunami sięgające stu metrów. To nie są fale. To są ściany wody. Przetaczają się przez zatokę, niosąc ze sobą upał, fale uderzeniowe i chaos. Trzęsienia ziemi. Huragany. Ognie, które nie mają końca.
W promieniu 1900 km od krateru życie przestaje istnieć.
Dinozaury w odległych lasach myślały, że są bezpieczne.
Około godziny.
Następnie pył pokrył całą planetę. Niebo zrobiło się czarne. Światło słoneczne przestało docierać do powierzchni. Globalne temperatury gwałtownie spadły. Pod koniec pierwszego tygodnia na planecie było o 5°C zimniej niż powinno.
Nadeszła zima.
Nie trwało to kilka tygodni. Trwało to dekadę. Bezlitosny, bezlitosny chłód. Wynik?
Wytępiono około 75% wszystkich żyjących gatunków.
Konsekwencjami uderzenia były nie tylko upały. To było dziesięcioletnie zamrożenie, które zniszczyło światowy ekosystem.
Nasi przodkowie – ssaki – przeżyli. Jesteśmy tu w dużej mierze dzięki szczęściu. Biologia jest bezlitosna. Przetrwanie często polega po prostu na nauce wstrzymywania oddechu, aż powietrze powróci.
Co to mówi o teraźniejszości?
Benton i Grady nie osładzają rzeczywistości. Obserwują spalanie węgla i dostrzegają wzór. Katastrofa o porównywalnej skali może nie wymagać kamienia z kosmosu. Sami tworzymy scenę.
Czy to pocieszenie czy ostrzeżenie?
Być może jest to jedno i drugie. Być może wszechświat jest zupełnie obojętny na to, kto pociągnie za spust.