Większość geologów patrzy w dół.
Badają skorupę ziemską, analizują płyty tektoniczne i śledzą przepływy magmy. Zakładają, że historia kontynentów Ziemi jest sprawą czysto lokalną. Wewnętrzne ciepło. Ciśnienie. Czas.
Jednak zespół naukowców z Curtin University uważa, że brakuje nam szerszego obrazu sytuacji.
Twierdzą, że ramiona spiralne Drogi Mlecznej i powstawanie kontynentów są ze sobą powiązane.
Brzmi szalenie. Czy galaktyczny taniec kształtuje kształt Twojego podwórka? Może. Ale dowody mogą być ukryte na widoku, w najtwardszych minerałach na Ziemi.
Po co szukać odpowiedzi geologicznych poza Ziemią?
Ziemia to „brudne” miejsce.
Erozja zamienia góry w piasek. Tektonika płyt powoduje recykling skorupy. Miliardy lat historii geologicznej zatarły praktycznie wszystkie fizyczne ślady tego, co działo się, gdy nasza planeta była młoda, miękka i stopiona.
Mamy niewiele „okien” na erę Archaiku.
Jednym z takich okienek są kryształki cyrkonu.
Cyrkon to uparty minerał. Wytrzymuje ekspozycję na wysokie temperatury, ciśnienie i upływ czasu. W tych maleńkich klejnotach uchwycone są sygnatury izotopowe – chemiczne odciski palców – które ujawniają warunki, jakie istniały w momencie ich powstania. Geolodzy czytają je jak osobiste pamiętniki.
Chris Kirkland i jego zespół nie przeglądali tylko jednego „pamiętnika”. Sprawdzili dane z jedenastu różnych kratonów archaiku. Są to starożytne, gęste jądra współczesnych kontynentów, rozproszone po całej planecie.
I tu jest sęk.
Zapisy cyrkonowe z tych odległych od siebie lokalizacji wykazują podobne wzorce. Szczyty stężeń izotopów hafnu wskazują na tworzenie się nowej skorupy. Zmiany w izotopach tlenu wskazują na mieszanie się materiału powierzchniowego.
Gdyby była to geologia czysto wewnętrzna, można by się spodziewać cech lokalnych. Tu pióropusze płaszcza, tam kolizje. Przypadkowy chaos.
Zamiast tego naukowcy zaobserwowali synchroniczność.
Jak cykle galaktyczne powodują bombardowanie kometami
Układ Słoneczny nie stoi w miejscu.
Okrąża centrum galaktyki co 250 milionów lat. Po drodze przechodzi przez ramiona spiralne Drogi Mlecznej. Ramiona te to gęstsze obszary wypełnione gazem, pyłem i młodymi gwiazdami. Przechodzimy przez nie mniej więcej co 150–300 milionów lat.
Co się dzieje w tej chwili?
Sytuacja grawitacyjna staje się coraz bardziej skomplikowana.
Układ Słoneczny otoczony jest obłokiem Oorta, rozległą kulistą powłoką lodowych gruzów położoną daleko poza orbitą Plutona. W normalnych warunkach obiekty te pozostają na swoich miejscach. Kiedy jednak Układ Słoneczny wchodzi w ramię spiralne, przeciąganie grawitacyjne nasila się.
Obiekty są wyrzucane z orbity.
Pędzą do wewnątrz, stając się kometami długookresowymi.
I te komety w coś uderzyły.
„W celu przeprowadzenia badań wystarczy wyjść nocą i spojrzeć na księżyc” – powiedział Kirkland. „Jego podziurawiona powierzchnia jest żywym zapisem bombardowań spowodowanych przejściem przez ramiona spiralne”.
Uderzono także w ziemię. Ale Ziemia nie zachowuje swoich blizn. Tektonika zaciera ślady. LUNA pamięta.
Naukowcy skorelowali czas przewidywanych przejść przez ramiona spiralne z dwoma innymi zbiorami danych:
1. Szczyty anomalii izotopowych w cyrkoniach starożytnych kratonów.
2. Datowane kratery na Ziemi i Księżycu.
Zbieg okoliczności był niesamowity.
Szczyty bombardowania zbiegły się ze szczytami wzrostu skorupy kontynentalnej.
Dlaczego uderzenia budują kontynenty (a nie tylko je niszczą)
Oto część sprzeczna z intuicją.
Przyzwyczailiśmy się uważać wpływ ciał kosmicznych za destrukcyjny. Asteroidy zabijają dinozaury. Powodują epoki lodowcowe. Rozłupali skały.
Jednak w przypadku wczesnej Ziemi skutki mogły być konstruktywne.
Pomyśl o młodej Ziemi jako o stygnącej kuli magmy. Musi przejść proces różnicowania: osiadają ciężkie pierwiastki, tworzy się lżejsza skorupa. Ale w jaki sposób skorupa stabilizuje się w grube, pływające bloki, które nazywamy kontynentami?
Bombardowanie pomaga.
Dostarcza substancji lotnych. Porusza szlafrokiem. Powoduje zmiany chemiczne, które umożliwiają tworzenie i utrzymywanie się kory bogatej w krzem.
Zespół Kirklanda argumentuje, że wpływ galaktyczny na geologię Ziemi zapewnił niezbędny impuls. Regularny napływ materii kometarnej przechodzącej przez ramiona spiralne dostarczał energii i substancji niezbędnych do „zasiania” wzrostu kontynentów.
Czy zostało to udowodnione?
Nie.
Rekonstrukcja orbit galaktycznych, które istniały miliardy lat temu, obarczona jest dużymi błędami. Dostarczanie komet ma charakter stochastyczny (probabilistyczny). Inne czynniki – rewolucje w płaszczu, cykle superkontynentu – mogą również wyjaśniać zmiany w składzie izotopowym cyrkonów.
Jednak korelacja jest zbyt wyraźna, aby ją zignorować.
Co to oznacza dla planetologii?
Granica zrozumienia przesuwa się.
Mamy tendencję do badania Ziemi jako izolowanego układu. Ale Ziemia istnieje w galaktyce. Ta galaktyka się zmienia. A te zmiany odbijają się na kamieniach pod naszymi stopami.
Jeśli model ten się potwierdzi, będzie on dotyczył nie tylko Ziemi.
Dotyczy każdej skalistej planety krążącej wokół gwiazdy w galaktyce spiralnej. Mars? Księżyc? Być może inne światy w innych galaktykach.
Pytaniem naukowym nie jest czy galaktyka na nas wpływa, ale w jakim stopniu.
Czy ramiona spiralne po prostu przesunęły nieco linię czasu? A może z góry przesądzili o możliwości istnienia kontynentów?
Nie mamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Nagranie jest fragmentaryczne. Oś czasu sięga czasów starożytnych.
Ale następnym razem, gdy spojrzysz na Drogę Mleczną, pomyśl o tym.
Te ramiona spiralne utworzyły coś więcej niż tylko gwiazdy.
Być może stworzyli także twój kontynent.




















