Costa Ronin wie, jak nosić cudzą skórę. Pewnie znacie go z The Americans lub Homeland. A teraz? Przymierzył nowy garnitur. Zarówno dosłownie, jak i w przenośni.
Jest już dostępny piąty sezon programu For All People w Apple TV, a Ronin, który właśnie pojawił się na planie, wciela się w Leonida „Lenyę” Poliwanowa. To były radziecki kosmonauta-polityk. Człowiek, który rządzi Doliną Szczęścia. Zasadniczo jest gubernatorem Marsa.
Brzmi nieprawdopodobnie, prawda? Ale im się to udaje.
„Sąd ustanawia króla”.
Według Ronina rozwój wiąże się z odpowiedzialnością. Kolonia się rozrasta, polityka staje się bardziej złożona. Opada czerwony pył. Wraz z nią pojawia się intryga.
Wejście do serii w środku podróży nie jest łatwe. Ale Ronin nie jest zawstydzony. Mówi, że pojawienie się na planie jest jak dołączenie do „królewskiej telewizji”. Ma możliwość interakcji z postaciami, które lubi. Aktorzy, których szanuje. Świat wydaje się żywy. To pomaga.
Polivanov to złożona postać. Jest zmienny. Podstępny. Myślisz, że zobaczysz go nadchodzącego z lewej strony, a on uderza z prawej strony. On pociąga za sznurki, podczas gdy Mars pozostaje bez pomocy Ziemi. Jednocześnie potajemnie ma nadzieję zostać prezydentem ZSRR. Dwie piłki. Nic pewnego. Jednocześnie.
Jak udaje mu się ich nie upuścić?
Sekret tkwi w historii.
„Podchodzę do tego jak do łucznictwa” – mówi Ronin.
Widzisz moment uwolnienia. Trajektoria. Postać stoi tam, gdzie zaczyna się scenariusz. Do teraz? Cisza. I wynalazek. Tworzy historię na tyle głęboką, że postać zaczyna oddychać już pierwszego dnia zdjęć. Pozwala Polivanovowi podejmować decyzje. To, co dana osoba myśli, determinuje to, co mówi. To, co wie, determinuje jego myśli. Tylko. Okrutny. Skuteczny.
Nie tylko zgadywał. Wymagana praca domowa.
Czytał książki o sowieckim programie kosmicznym. Poliwanow nie jest produktem mecenatu politycznego. Zdobył swoje gwiazdy jako astronauta. Polityka pojawiła się później, dzięki koneksjom jego żony, ambicjom rodziny i zbyt szybko wspinającej się drabinie. Rola gubernatora nie została nadana, ale skonstruowana.
Dokładność miała znaczenie. Od środka.
Esther Marquis wybierała ubrania. Pikantne rzeczy. Moda nawet dla marsjańskiego biurokraty. Z wyjątkiem krawata.
„Umiem wiązać krawat” – przyznaje Ronin. „Dziesięć sposobów. Dwadzieścia”.
Ale nie w ten sposób. Sposób wiązania krawata w serialu był dla niego zagadką. Codziennie musiał czekać, aż ktoś pomoże mu go poprawnie zawiązać.
Opierał się także na rekwizytach. Nie dla dekoracji, ale dla bezpieczeństwa zdrowia psychicznego.
W gabinecie gubernatora poprosił o dodanie pewnej ilości nieporządku. Dwie godziny. Dwie godziny. Jeden jest ustawiony na czas marsjański, drugi na czas moskiewski. Możesz tego nie widzieć w ramce. Być może kamera nigdy tam nie będzie skierowana. Ale on wiedział. Polivanov żył pomiędzy tymi strefami czasowymi. To cementowało sprawę.
A co z samą planetą? Jak się zachowujesz, jakbyś stał na czerwonej ziemi, lata świetlne od domu?
Ronina to nie martwiło. Częściowo dlatego, że jako dziecko rzadko bawił się na świeżym powietrzu. Nieważkość tutaj i tak nie jest prawdziwa. Sceneria była prawdziwa.
Dbałość o szczegóły ratuje aktora. Przyciski na statku działały. Przełączniki spełniały pewną funkcję. Każdy przycisk miał swój cel. Jeśli dotknąłeś elementów sterujących, zareagowali. Jedynym kłamstwem był lot.
Weź scenę w zbiorniku transportowym z Celią. Ronin nie mógł zgadnąć, który przycisk je podnosi. Zapytał. Konsultanci sprawdzili spójność. Obowiązywały prawdziwe zasady. Kiedy pilot ląduje, nie myśli o przyciskach. Jego ręce pamiętają.
Senny stan podczas lotu kosmicznego? Taki jest cel.
