Na początku sprawy nie szły zbyt dobrze.
Projekt Ranger był pierwszą prawdziwą próbą NASA dotarcia na Księżyc. Agencja potrzebowała danych. Potrzebował zdjęć. Musiał udowodnić, że może dostarczyć tam urządzenie, nie pozwalając mu eksplodować na niskiej orbicie okołoziemskiej ani odlecieć w próżnię.
Rezultatem była mieszanina porażek i ponurych sukcesów.
Ranger 1 i Ranger 2 miały wejść na orbitę. Wystrzelono je w sierpniu i listopadzie 1961 roku. Obydwa nie były w stanie opuścić orbity okołoziemskiej. Po prostu tam wisiały, bezużyteczne satelity krążące wokół planety, która „chciała”, aby poleciały wyżej.
Potem pojawił się Ranger 3. Wystrzelony w styczniu 1962 roku całkowicie ominął Księżyc. Nie rozbił się. Nie wylądował. Po prostu kontynuował swoją podróż, wchodząc na orbitę wokół Słońca. Duch w kosmosie.
Ranger 4 spróbował innego podejścia. Wystrzelony w kwietniu 1962 roku, został zaprojektowany z myślą o twardym lądowaniu. I on to zrobił. Stał się pierwszym amerykańskim statkiem kosmicznym, który uderzył w powierzchnię Księżyca. Jednak cios okazał się ślepy. Kamery nie działają. Urządzenia nie działały. Urządzenie rozbiło się na regolicie bez ani jednego obrazu i żadnych danych.
Ranger 5 powtórzył tragiczną ścieżkę Rangera 3. Spudłował. Odleciał.
Przez chwilę wydawało się, że Amerykanie nigdy nie będą w stanie dotknąć Księżyca.
Potem zmieniła się strategia. Zespół przestał próbować wykonać miękkie lądowanie. Przestała próbować dostać się na orbitę. Zaczęła celować bezpośrednio w punkt uderzenia. Ale tym razem stworzyli bardziej zaawansowane „oczy”.
Ranger 7, Ranger 8 i Ranger 9 zmieniły wszystko.
Te trzy sondy, wystrzelone w latach 1964–1965, nie tylko przeleciały obok. Podlecieli blisko. Przed nieuniknioną kolizją przesłali ponad 17 000 wysokiej jakości zdjęć.
Pierwsze wyraźne zdjęcia
Dlaczego trzech ostatnich odniosło sukces, podczas gdy pierwszych pięciu zawiodło?
Lepsza inżynieria. I chęć zaakceptowania zniszczenia jako części procesu.
Pierwszym, który odniósł sukces, był Ranger 7. Przesłał tysiące obrazów, pokazując kratery i skały z ostrymi szczegółami. Do powierzchni zbliżył się na odległość 300 metrów. Można było zobaczyć teksturę powierzchni Księżyca. Było widać jego szorstkość.
Ranger 8 i Ranger 9 zrobiły to samo. Mapowali rozległe obszary. Dostarczyli danych o wysokiej rozdzielczości, których naukowcy desperacko potrzebowali.
Przed Rangersami Księżyc był w teleskopach rozmazaną, białą plamą. Po Rangersach stał się krajobrazem. To było miejsce z geologią. Z historią. Z miejscami uderzeń.
Dlaczego to jest ważne?
Sondy te były potrzebne nie tylko do zademonstrowania możliwości. Służyły jako przygotowanie.
Astronauci programu Apollo musieli wiedzieć, na czym lądują. Musieli zrozumieć, czy powierzchnia jest warstwą miękkiego pyłu, czy twardą skałą. Musieli wiedzieć, gdzie są bezpieczne miejsca.
Program Ranger dostarczył tę mapę.
To nie było ładne. Statek kosmiczny został zniszczony. Misje były drogie. Wczesne niepowodzenia były zawstydzające. Ale dane były prawdziwe.
NASA nauczyła się celować. NASA nauczyła się przesyłać dane. NASA nauczyła się przetrwać w drodze, nawet jeśli koniec był gwałtowny.
Księżyc nie był już tajemnicą. Stała się celem. I stało się to osiągalne.

















