Jak Ski Robinson i Cuda ukształtowały brzmienie Motown

13

Smokey Robinson był kimś więcej niż tylko piosenkarzem. Był architektem całej epoki. Ze swoim zespołem The Miracles był nie tylko częścią sceny muzycznej lat 60. Oni to stworzyli. Robinson, urodzony jako William Robinson w Detroit, miał dar liryczny, który nawet Bob Dylan nazwał „największym żyjącym poetą Ameryki”. To nie była przesada. Było to uznanie zasług autora piosenek, który potrafił łączyć radość i ból miłości z chirurgiczną precyzją.

W głównej obsadzie znaleźli się Robinson, Warren „Pete” Moore, Bobby Rogers, Ronnie White i Claudette Rogers. Każdy członek wniósł do grupy coś niezastąpionego. Claudette była jedyną kobietą, która wniosła wyjątkowe harmonie, które zapewniły trwałość brzmienia. Wspólnie stworzyli szablon, który Berry Gordy wykorzystał później do zbudowania wytwórni Motown Records. Gordy nie tylko nimi zarządzał. Zainspirował go surowy talent Robinsona. Widział w młodym autorze tekstów to, co chciał zaprezentować światu.

Od doo-wop po soul z Detroit

Podróż Robinsona rozpoczęła się w epoce doo-wop. Był pod silnym wpływem wokalistki jazzowej Sarah Vaughan. Wpływ ten słychać w jego frazowaniu. To jest gładkie. Wdzięczny. W połowie lat pięćdziesiątych wraz ze szkolnymi przyjaciółmi założył zespół The Five Chimes. Grupa przechodziła zmiany. Stali się znani jako Matadorzy. Przesłuchali menedżera Jackie Wilsona. Ale im się to nie udało.

Jednak Berry Gordy był na widowni. Był pod wrażeniem. Został ich menadżerem. Został mentorem Robinsona. Gordy doskonalił surowe umiejętności kompozytorskie Robinsona. Nauczył go, jak tworzyć hity. To partnerstwo było kluczowe. Doprowadziło to bezpośrednio do powstania Motown.

Grupa zmieniła nazwę na The Miracles po tym, jak dołączyła do niej Claudette Rogers. W 1958 roku wydali singiel „Got a Job” w wytwórni End Records. Ich pierwszy koncert w Teatrze Apollo był katastrofą. Na scenie wypadli słabo. Ale szczęście interweniowało. Dołączył do nich gitarzysta Primettes Marv Tarplin. Diana Ross była prowadzona przez Primettes. Robinson przyjaźnił się z Rossem. Przedstawił Gordy’ego Primette’om. Stali się Najwyższymi. Sieć talentów Detroit została spleciona.

Hity, które zbudowały dziedzictwo

Robinson poślubił Claudette w 1959 roku. Muzyka wciąż leciała. „Bad Girl” zadebiutował na 93. miejscu krajowej listy przebojów. Potem przyszedł rok 1960. „Shop Around” podbił listy przebojów. Zadebiutował na pierwszym miejscu list przebojów R&B i drugim na listach przebojów pop. Zrobiła to druga wersja piosenki. Produkcja stała się bardziej gęsta. Wokale są wyraźniejsze.

Podczas gdy Robinson pisał ogromne hity dla innych artystów, The Miracles tworzyli własną magię. Napisał „My Guy” dla Mary Wells. Napisał „I’ll Be Doggone” dla Marvina Gaye. Dla The Temptations stworzył „My Girl”. Te piosenki zdefiniowały karierę tych gwiazd. Ale The Miracles to nie tylko chórzyści. Sami byli twórcami hitów.

Spójrz na listę ich najsłynniejszych utworów. Czyta się ją jak książkę o historii romansów. „Naprawdę mnie trzymasz”. „Ooo, kochanie, kochanie”. „Śladami moich łez”. Każda piosenka opowiada jakąś historię. Każda melodia zapada w pamięć. Robinson napisał „More Love” po tym, jak jego córki bliźniaczki urodziły się przedwcześnie i zmarły. Ten smutek ukształtował muzykę. Dodała warstwę głębi, którą słuchacze natychmiast odczuli.

To nie były tylko smutne ballady. Mieli także jasne, afirmujące życie liczby. „Małpa Miki” „Wyjście na Go-Go”. „Popieram tę emocję”. Te utwory zostały stworzone do tańca. Zostały stworzone dla radia. Zdefiniowali brzmienie Motown. Figlarny. Namiętny. Dokładny.

Kariera solowa i trwały wpływ

Robinson opuścił The Miracles w 1972 roku. Chciał rozpocząć karierę solową. The Miracles nadal występowali bez niego. Odnieśli umiarkowany sukces. „Love Machine (część 1)” osiągnęła numer jeden w 1975 roku. Ale Robinson już sam robił furorę.

Wyprodukował solowe hity dla innych artystów. „Cruisin’” w 1979 r. „Being with You” w 1981 r. Zdobył nagrodę Grammy za „Just to See Her” w 1987 r. Jego album A Quiet Storm z 1975 r. nieumyślnie stworzył nowy gatunek radiowy. Gładkie radio soul. Istnieje do dziś. Ten format nosi jego imię. Odzwierciedla jego filozofię muzyczną. Cichy. Intymny. Uduchowiony.

Jego nagrody się kumulują. W 1987 r. wprowadził go do Rock and Roll Hall of Fame. W 2012 r. nadano mu tytuł Cuda. W 2002 r. przyznano National Medal of Arts. W 2006 r. przyznano nagrodę Kennedy Center Honor Award. W 2016 r. Nagrodę Gershwina w dziedzinie muzyki popularnej. To nie są tylko trofea. To wyraz uznania dla życia poświęconego kształtowaniu amerykańskiej muzyki.

Dziedzictwo Robinsona to nie tylko hity. To jest w strukturze. Pokazał, że muzyka pop może być wyrafinowana. Może mieć charakter literacki. Potrafi być głęboko emocjonalna, ale nie pretensjonalna. Wypełnił lukę pomiędzy R&B i muzyką pop. Uczynił muzykę soul dostępną dla każdego, nie pozbawiając jej duszy.

Cuda mogły ruszyć dalej. Robinson mógł wystąpić solo. Ale dźwięk pozostaje. Słychać to w każdej gładkiej balladzie. W każdej starannie opracowanej piosence pop. On jest tutaj. Czeka na odnalezienie.